WARSZAWA 2004
W dniach 10.07.2004 odbyło się nieoficjalne ogólnopolskie spotkanie fanów SW. Poniżej relacja jednego z uczestników - Bizona, wzbogacona o kilka zdjęć pochodzących z tajnych archiwów CIS.
WARSZAWA 10 lipca 2004
OPOWIEŚĆ BIZONA
Pierwsze promienie nowego dnia zaatakowały moje oczy kiedy ręka Cichociemnego dotknęła ramienia a w półśnie usłyszałem jego głos: 7.30 CZAS WSTAWAĆ CHŁOPAKI.
Po otwarciu oczu, pierwszym obrazem jakim zarejestrowałem było pyszne śniadanie przygotowane przez Mciego. Bułeczki (chrupiące) i serki danio (wrrrrrr.... waniliowe mniam:-D).
9 lipca
Ale od początku. Jako, że nasza grupa do zadań specjalnych jest dobrze zorganizowana, przeto przeniknęliśmy do Warszawy już w piątek wieczorem. Po prawie trzy i półgodzinnej podróży pojawiłem się około 22.20 na dworcu centralnym w Warszawie, gdzie już na peronie czekał na mnie jak zwykle po mistrzowsku zakamuflowany nasz Duch (MCGREG) znany także jako Ręka Warszawy. Po krótkim oczekiwaniu na pobliski peron z potwornym hukiem wjechał transport repulsorowy, z który wysiadł jeszcze oszołomiony Agent Specjalny Gamma. Po wymianie okolicznościowych formułek powitalnych zostaliśmy zabrani na nocną wycieczkę po Warszawie do zakamuflowanej (jakże po mistrzowsku) dziupli Cichociemnego.
Oczywiście podczas podróży nie zapomnieliśmy o naszym podniebieniu i po krótkim postoju na pobliskiej stacji paliw, przygotowaliśmy się na długą i pewną wrażeń noc.
Po dotarciu na miejsce......zaczęło się planowanie jutrzejszego dnia a po chwili gwóźdź programu czyli nowe perełki z naszych kolekcji wzbudzały co chwile głośnie westchnienia i zazdrosne spojrzenia. Po tak spędzonych kilku godzinach zmęczenie dało znać o sobie i udaliśmy się by zregenerować siły.
10 lipca
Dzień wstał ciepły i słoneczny, powiedzmy to sobie szczerze......wręcz idealny. Po szybkim śniadanku (patrz wyżej) udaliśmy się na pobliski przystanek komunikacji by rozpocząć długą i żmudną podróż do punktu zbornego. W czasie jazdy dotarła do nas informacja od niestrudzonego wagabundy (DROIDA), ze już czeka niecierpliwie na miejscu. Nie było innej rady jak przyspieszyć przemieszczenie się do wiadomego celu. Podjęte środki ostrożności (szpica, skanery dalekiego zasięgu i kontrola osobista) asymilacja dobiegła końca. Tak więc o godzinie 9.10 pod monumentalną "rakietą" była nas czwórka.
Nie upłynęło wiele wody w Wiśle kiedy pojawił się długo oczekiwany kolejny separatysta (aczkolwiek ostatni już) FatBantha. Jak zwykle cichy i spokojny, usadowił się troszkę z boku by mieć dobre pole do obserwacji (ach ta chęć ciągłego udoskonalania cech prawdziwego partyzanta). Przez moment zastanawialiśmy się czy to wszyscy, kiedy nadciągnęły pierwsze (dość liczne) zastępy sił Holonetu ale licząc siły na zamiary widać było lekką dezorientację co do liczby Separatystów (wiedzieliśmy już, że będziemy liczącą się siłą na tym spotkaniu bo nie ważna jest ilość ale jakość).
Kiedy już atmosfera zaczęła się klarować nagłę pojawienie się dwóch fanów "Dziwnych Tabletek" wprowadziło małe zamieszanie w szeregach "zlotniarzy". Na szczęście pojawiła się też reszta długo oczekiwanych fanów (Morky, Mike) więc nikt nie zwracał uwagi na "oborę" jaką tworzą Ci goście z innej planety a może i galaktyki. Po omówieniu planu na kolejne godziny udaliśmy się szybką podziemną kolejką na wspaniałe tereny rekreacyjne gdzie już w spokoju, mieliśmy kontynuować nasze jakże historyczne spotkanie. Jak już wiadomo, chęć zwrócenia na siebie uwagi przez cały czas usiłowali fani "dziwnych tabletek" ale kolejne, wręcz żenujące wyskoki zaczęły być nudne i wręcz ignorowane przez większość. Efekt był tego taki - mając nas gdzieś (na całe szczęście) oddalili się siać siarę gdzieś indziej.
Pola Mokotowskie pozwoliły na znalezienie wspaniałego miejsca na pagórku, gdzie rozlokowaliśmy tymczasową bazę. Fani rozsiedli się, otworzyli piwka, wyciągnęli stuff i spotkanie zaczęło się na dobre.
Dyskusje, wspólne zdjęcia, mnóstwo śmiechu i wakacyjna atmosfera stworzyły niezapomniany klimat. Czas jak gdyby przyspieszył co oznaczało tylko jedno - "dziwne tabletki" nadchodzą. Wraz ze zmianą miejsca stacjonowania(druga strona pól) natknęliśmy się znów na tą śmieszną grupę tym razem jednak doszli także nowi fani (Lea i Gavin).
Oczywiście nastąpił "siary" ciąg dalszy, przerywany popisany, które nie bawiły już nikogo a wręcz coraz bardziej oddzielały resztę grona od "tabletkowców".
Jako, że Warszawa jest duża, a fanów tam dostatek, podjęliśmy decyzję o najeździe na Młynek, sztandarową kantynę warszawskich fanów, którzy w tym dniu o 16, organizowali kolejne swoje spotkanie. Podczas długiej i ciężkiej (dla niektórych) drogi zdarzyły się nieprzyjemne incydenty, które jeszcze bardziej utwierdziłuy mnie tylko w przekonaniu, że Ci dwaj "zwyrole" nie przyjechali na spotkanie fanów Gwiezdnych Wojen, po prostu pomylili miejsce i czas ponieważ głośna już parada odbywała się miesiąc wcześniej w innym miejscu (patrz: Kraków).
Po dotarciu do kantyny, rozpoczął się ostatni etap wspólnego spotkania, atmosfera stała się wręcz rodzinna, wielu fanów było szczęśliwych, że poświęciło ten dzień na spotkania w tak wspaniałym gronie. "Nowi-starzy" znajomi (Morky, Kielo, Mike,FatBantha,Long, Lea {kolejność przypadkowa}) pozostawili wspaniałe wrażenie w moim mniemaniu, także inni fani nie pozostawali w tyle. Po blisko godzinie, spędzonej w Młynku, na miejsce zaczęli napływać fani z Warszawy, najpierw trochę zdziwieni, usadowili się z boku traktując "intruzów" podejrzanie, lecz "przełamanie lodów" [dzieki stuffowi , który Biz tachał z Częstochowy :). przyp. guzes] było tylko kwestią czasu. Kolejne, nowe znajomości, wspaniale zdjęcie (Mike czekam z niecierpliwością na maila z fotką) spowodowały, że nasza grupa CIS spóźniła się na wcześniejszy pociąg.
Ale nic po dotarciu na miejsce (Dworzec Centralny) okazało się, że mój pociąg odchodzi za 3 godziny a Agenta Specjalnego za 6! Prowadzenie, przez znawcę centrum Warszawy (Kiel`a) zadokowaliśmy w małej knajpce niedaleko dworca. Tym razem cisza i spokój trwały krótko...........ale to inna bajka). Sekunda za sekundą, minuta za minutą, godzina za godziną coraz szybciej zbliżały moment rozstania z druhami. Kiedy pociąg wjechał na stację, wiedziałem że to już koniec, ze ten wspaniały dzień dobiegł końca wraz z ostatnimi promieniami słońca widzianym na iglicy Pałacu. Rozległ się gwizdek, czas na ostatni uścisk dłoni i peron zaczął się przesuwać w dal.
Usadowiłem się wygodnie, wyjąłem książkę i jakoś udało mi się przeżyć te trzy godziny. Moja wspaniałą przygoda zakończyła się około 1 w nocy kiedy zmęczony ale szczęśliwy runąłem na łóżko, momentalnie zasypiając.
Tak oto skończyła się pewna historia ale marzenia trwają dalej. Do zobaczenia przyjaciele na następnym takim spotkaniu, oby jak najszybciej..............
|