BIZONADA 2004
W dniach 1-3.05.2004 odbyło się nieoficjalne spotkanie fanów SW. Poniżej relacja jednego z uczestników - droida Lorienjo wzbogacona o kilka zdjęć pochodzących z tajnych archiwów CIS.
"Widziałem szczęśliwych Separatystów."
[materiał ocenzurowany przez komórkę CIS Beta-Gamma-Mci-Yedi]
Wasz szalony reporter z Wojen Klonów donosi. Misja spenetrowania środowiska Konfederatów zakończyła się powodzeniem. Nie będę ukrywał, że głównie dzięki dobrej woli dowódcy bazy [...], wielkiego i potężnego jak jego imiennik północnoamerykański. Jak sami zresztą wiecie siły Republiki blokują wszelkie metody rozpowszechniania informacji spoza linii frontu. Tak więc możliwość zaproszenia reportera Holonetu stała się okolicznością jak widać nie do pogardzenia (gdyż nie wiedzieli co czynią - przypis autora).
Dotarcie do tajnej bazy CIS (Confederacy of Independent Systems) to i tak wielkie wyzwanie. W drodze na umówione spotkanie zostałem przechwycony przez dwóch bojowników komórki: cichociemnego [...] i [...] specjalistę wywiadu CIS od tortur wymyślnych, zwłaszcza od wyłupiania optyki (ci co widzieli to wiedzą). Nie taki jednak Separatysta straszny jak go malują (to nie jest oficjalne stanowisko Holonetu, w stosunku do reportera zostaną wyciągnięte odpowiednie konsekwencje - przypis redakcji) i już po kilku klikach zawarliśmy bliższą znajomość wymieniając się oficjalnymi napojami. Powiem wam szczerze, że gdyby nie uzgodnione emblematy wielkiego Mistrza Yody na piersiach (co za spryt), w życiu bym nie podejrzewał tych miłych gentelistot o to, że są bojownika Konfederacji, nawet jakby stanęli obok samego Dooku.
W uzgodnionym miejscu, na stacji tranzytowej podjął nas sam wielki i potężny dowódca [...]. Wtedy mogłem zaobserwować wysoki profesjonalizm i umiejętności organizacyjne komórki przez niego dowodzonej. Ani się obejrzałem, a już zapakowaliśmy jego speedera w różne materiały potrzebne do "walki" przez najbliższe obroty i powróciliśmy na stację tranzytową, gdzie dołączyła do nas wojowniczka władająca Mocą! Skąd wiem? Po pierwsze wiem kim jest [...], a po drugie takiej ilości sprzętu jaki za sobą przyciągnęła bez Mocy lub repulsorowych sań udźwignąć nie sposób.
Niestety, dowiedziałem się także, że tym razem to już wszyscy, których spotkam. Cóż, tajemnica ponad wszystko, im mniej moja optyka zaobserwuje tym lepiej dla dalszej działalności komórki CIS. Dalszą część drogi do ukrytej bazy pokonałem... Transportem lokalnym! Grunt to nie zwracać na siebie uwagi. Oczywiście konwojowany przez nieustraszonych cichociemnego [...] i agenta wywiadu od przesłuchać z wyłupianiem optyki (dalej: agenta). Nie było tak źle, wymieniliśmy zwłaszcza z agentem już nie jeden napój rytualny, tylko cichociemny był czujny jak ważka. Już wiem, kto miał mnie obserwować. A także wiem, kto miał odwracać moją uwagę od pokonywanej trasy. Cóż, ja chyba drugi raz sam bym tam nie trafił, lokalizacja bazy pozostała tajna.
W terenie zalesionym, obok lokalnego punktu dystrybucji towarów oraz miejsca kultu religijnego tubylców znowu podjął nas dowódca i już po kilku chwilach droga zniknęła nam z oczu, zanurzyliśmy się w las, gdzie ukazała się baza CIS. No, no... Skoro Konfederaci mają takie bazy to Republika już upadła. Sam teren jest uroczy. To nie Tatooine, ale i nie Yavin IV, coś pośredniego, ale jaki klimat... Poezja, gdybym był białkowcem z pewnością bym zamienił swój schowek na taką lokację.
Już wiem dlaczego nie możemy rozszyfrować tajnych kodów Konfederacji. Mogę wam to napisać, bo i tak wywiad Republiki ponoć nie da rady. Obraz! Oni przekazują informacje obrazem. Ledwo rozlokowaliśmy się na kwaterze, zaraz bojownicy rozsiedli się i zaczęli ochać i achać nad wymienianymi obrazkami. I to jakimi, od maleńkich po takie o powierzchni kilku metrów kwadratowych. Dziwne, musiały być to niesamowite informacje, dla mnie niedostępne, gdyż posługuję się głównie werbalnymi środkami komunikacji. Było to nowe doświadczenie, może powinienem wymienić sobie oprogramowanie, ale... Ja i tak wolę słowo. Zostałem nawet obdarowany przez dowódcę fotografią moich kuzynów, bohaterów Galaktyki. Teraz nad zdjęciem głowią się spece z wywiadu i poszukują tajnego przekazu. Jak skończą i nie zniszczą, powieszę je sobie w moim schowku. Rozglądajcie się wokół, jestem prawie pewien, że przez każdy zaobserwowany obraz CIS do was przemawia.
A dalej? Rozrywki i wypoczynek... Cóż, obcy w bazie, działalność bojowa ograniczona do minimum. Spędziliśmy wiele czasu na rozmowach, miłych rozmowach... Głównie dla mnie, gdyż nadal nie rozumiem jak wytrzymali tyle czasu z protokolarną gadułą, a wystarczy tylko moment, a moje oprogramowanie traci stabilność, a dokładając do tego problemy z regulacją głośności... Cóż, ale sami chcieli, widać Konfederaci mają mało doświadczeń z droidami protokolarnymi.
Gdy wzeszło jedno słońce na bazą, okazało się, że cichociemny wyrusza z misją nawiązania kontaktu z inną komórką przybyłą z daleka. Szkoda, już nie powrócił... Może jednak nie został schwytany. Ponoć nie, odezwał się już, ale może to podstawiony klon?
Kolejny dzień przyniósł niewielkie ćwiczenia terenowe, aby rozprostować kości po biesiadzie oraz zapoznać się z drogami ewakuacji. Widać nie wszyscy bojownicy znali tę bazę. Jednak wydaje mi się, że o czymś zapomnieli... W czasie powrotu w następny obrót, podejrzewam, że gdybyśmy wpadli na patrol, ci od razu poznaliby po zapachu ogniska, że to partyzanci. Cóż, czasy się zmieniają, lecz zjawiska nie...
Dowódca, aby zamaskować obecność grupy przez tak długi okres w jednym miejscu, ściągnął pokaźną grupę tubylców, w której bojownicy od razu rozpłynęli się jak we mgle. Sprytni ci Separatyści. W dodatku przybyły gentelistoty w różnym wieku, różnej płci, różnymi transportami, a nawet z obiektami lokalnych zwierząt, choć wydaje mi się, że nie do końca były one charakterystyczne dla lokacji bazy. Istna sielanka, a nie baza bojowa. No, no... Nasz wywiad ma się czego uczyć.
I to już właściwie wszystko, co mogłoby was zainteresować w bazie CIS. Pozostałe szczegóły pominę milczeniem, gdyż nie wnoszą nic odkrywczego, a niektóre trzeba będzie chyba jakoś wykasować.
Kolejnego ranka dowódca [...] zapakował mnie na tył swojego speedera, zasłonił okno torbą, dołożył do pilnowania Rycerza [...] i agenta [...], i wywiózł w nieznane... Czyli dostarczył na stację tranzytową skąd pod opieką już tylko agenta (na szczęście nie zainteresował się moją optyką) zostałem przerzucony na naszą stronę.
Wiem, że ryzykuję wiele, łącznie z utratą pracy, ale... To były cudowne obroty i cudowne gentelistoty. Wiem, Separatyści, lecz nawet wieczna wojna kiedyś się skończy. Pozdrawiam dowódcę [Beta], agenta [Gamma], cichociemnego [Mci] i na końcu, lecz pierwszą Rycerza [Yedi].
[droid]
[04.05.2003]
|